Naszą witrynę przegląda teraz 170 gości 
Odsłon : 24390941

Mecenasi Literaci.eu

Losowe utwory

MEDIA

 

Code



Code

Code

Code

Code

Code

Code

Lidia Żukowska

Szaroskrzydła noc


         wysmukłą dłonią
         rozwiązuje sploty
         jej ciała

        ukazuje swoją tajemnice
        tajemnicy jej wzgórka

        brama z jej ud
        wznosi się wierzą ku niebu
        zmysły obejmują rozpalone usta
        wolno zdobywa pagórkowatą ciemność
        i sunie coraz szybciej
        coraz głębiej przez dotyk
        pełen dzikości
        pędzi jak jeździec
        któremu śpieszno
        na weselna ucztę
        ona jest uzdą konia
        woła pędź

        on rozsupłuje pieszczotą płomieni
        wszystkie węzełki
        wiodące do jej krzyku

        szaroskrzydła noc
        zakrywa błyszczące kędziory
        wzgórka


Akt damy z XVIII wieku


  masz szesnaście lat
  i już dama
  w szczerozłotej ramie

  twój wizerunek
  perwersyjnie wieszany
  w sypialniach

  przez wieki
  przechodził
  z historii
  w historię

  dzisiaj wystawiono
  obraz na aukcji
  modlisz się
  by go kupił
  czarnowłosy młodzieniec
  z czwartego rządu

  licytacja trwa
  ten z internetu
  -nie widzisz go-
  ma pieniądze
  czarnowłosy tylko patrzy gościnnie
  pełen podziwu
  trzecie uderzenie młotkiem
  zamknęłaś oczy

Dotyk ziemi


                       Socjuszowi
                     
 wyrastasz jarzębiną
 ścielesz się łąką
 różowisz mnie różą
 rosą całujesz stopy
 moje ręce śpiewają
 gdy dotykam ciebie


Nie można zważyć...


cienia jabłoni na moich plecach
śladu tancerzy na szklącym parkiecie
tęsknoty za nowym orleanem
pomysłu na namalowany obraz
skowytu ścinanych drzew
dźwięku pękających sprężyn
pocałunku wysłanego mailem
płomienia pożerającego puszczę
utratę radości miarę rozsądku
rumieńca wstydu serdecznych spojrzeń
barwy mroczniejącego dnia
majestatu gór gwizdu kosa o świcie
lekkości pierzastej chmury
czasu bez ciebie
moich nieważnych myśli...

a to wszystko ma swoją wagę
nie mówiąc już o ważności chwili


Wróć

dam ci to wzgórze
z wiatrem wirującym
i ten dąb z chichotem ptasim
jeśli chcesz

i tę chmurę z głową panny
na wysokim niebie

możesz dostać loty bocianie
najpiękniejsze z ptasich lotów
jeśli chcesz

i pocałunek o poranku
pachnący ziołami

dam ci to wszystko
tylko wróć

Requiem dla rodziców


dzisiaj taka cicha jest noc
 i pada śnieg

widziałam kiedyś biel
w światłach reflektorów
czekałam z nosem w szybie
na świętego Mikołaja
gwiazdy spadające z nieba
słały drogę dla świętego
ale on nie przyszedł

przyjechali Niemcy
i zabrali Ojca
i ojca Kaśki
i ojca Barbary
i ojca Teresy
i ojca ...

potem na drodze
stała Matka
Niobe zasypana śniegiem
śnieżne gwiazdy
gasiła noc
wracały do nieba
tylko mróz 
grał na łzach
spadały
        po twarzy
                   kulami

Zorba


obiecująco
obejmuje nas muzyka
zaślubia nasze dłonie
obrączkuje nogi

balansujemy na krawędzi
rozigranych ud
moje włosy
maską na twojej twarzy
w tym rytmie
stajemy się jednopienni
czujesz wibrujące moje ciało
całujesz obnażona pierś
zakręcona na twoich ramionach
słyszę wołasz zorbą
kameno sulfido driado

tańcz łanio gazelo
tańcz dla mnie

suknia w tańcu przeszkadza
kocim gestem
opada czerwonym obłokiem
do stóp

noc
taniec trwa

tylko zorba milknie snem
za widnokręgiem

Gliniany dzban

      
     los spokojnie lepił
szczęście w glinie
namiętności dzban
chciał nam go ofiarować
ale głusi na wołanie
nie wyciągnęliśmy rąk
pozostały
rozsypane skorupy

Jak daleko


jak daleko jesteś
skoro pamiętam
uderzenia skrzydeł
o skrawek ziemi

jak daleko jesteś
skoro nie czuję
ciemniej oddali

tutaj czekanie
trwożnym ptakiem


Zarząd Główny Związku Literatów Polskich

Oddział Warszawski ZLP

O Magazynie Literaci.eu

Czytelnia