Naszą witrynę przegląda teraz 180 gości 
Odsłon : 24359564

Mecenasi Literaci.eu

Losowe utwory

MEDIA

 

Code



Code

Code

Code

Code

Code

Code

Andrzej Wołosewicz: Nie mówię zegnaj, mówię do zobaczenia.

Bezradnie grzebię po Twoich tekstach, Krzysztofie i po Twoich wierszach. Bezradnie wertuję tomiki z prywatnymi dedykacjami. Nie umiem zebrać myśli choć wiedziałem, że odchodzisz. Zbyt dużo zaległości wobec Ciebie. Pora na ich nadrabienie pewnie jeszcze przyjdzie. Gdy zachorowałeś (nie po raz pierwszy przecież) dwa lata temu, potem zmieniłeś życie i mieszkanie (miałeś, jak każdy z nas, swoje własne, prywatne w nim zakręty), przeszedłeś operację w wyniku której straciłeś głos. Chciałeś wydać tomik w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej. Zostałem namaszczony do zrealizowania tego zamiaru. Moje rozmowy z wydawnictwem, które zdawało się być dogadane rozbiły się, jak wiesz, o finanse, a raczej o ich brak. Nie ma to już znaczenia. Znaczenie dla mnie z tego czasu mają nasze spotkania, choć i one „zamarły” wiele miesięcy temu, gdy właściwie odstawiłeś wszystkich dopuszczając do siebie nielicznych. Pozostał nam kontakt mailowy, przez telefon wszak właściwie nie mógłeś rozmawiać, choć nie do końca chciałeś w to uwierzyć. Maile też mają swoją historię: „zanikały” w tym sensie, żeś tylko kwitował je potwierdzeniem odbioru (nie kasowałem jednak nawet tych suchych i mechanicznych „odpowiedzi”)

Jest wśród tej korespondencji wiersz „Gdy gaśnie wiersz wieczorem nad łąkami”, który wysłałem Ci 10 miesięcy temu i którym – dodając Twój własny „Stormy weather” z tomu „Być morze, bez-sen” – chcę Cię Krzysztofie odprowadzić na Wieczne Łąki Pegaza.


Stormy weather

 

1.

Parno. Jaskółka,

raz po raz, w zakolach, nisko

nad ziemią –sierp, w niewidzialnej

ręce…., coraz ciemniej…

 

I znowu; po samej krawędzi

mroku; czarny diament, rozcina

szkło powietrza:

 

szczeliny

 

błyskawic korzenie gwiazd?),

w ich brzasku twoja twarz –

naga, z całym zmęczeniem…

 

2.

Parno. Jaskółki

i błyskawice. Wzajemne cienie.

 

W uroczystej, haftowanej masce

burzy nadciąga wieczór

i wieczność.

Czas zwalnia, kłębi,

chmurzy. Zjawia się wiatr, ślepy

jeszcze, obmacuje

 

domy, drzewa, nasze ciała…;

szuka –

 

zwierciadła.

 

(wiatr, jego kształt

twojego ciała; dotyk

łopoce jak chorągiew…)

 

3.

W życiu, gdzie nie ma miejsca

i czasu na życie,

 

wśród wyludniających

łaknień, wśród zaludniających

cierpień,

 

jak zaczepienie kotwicy,

jest ta chwila Nikogo. Wzywa nas

 

głos gromu: „jestem,

bo jestem”. Trwaj

 

chwilo!

 

4.

A wtedy nadbiega deszcz, tłumy

Deszczu,

 

i ogląda nas swymi,

niezliczonymi oczami (jak w wizjach

schizofrenika), i docieka grobów,

gdzie niesyci świata czekają umarli…;

 

koło Karmy domyka się,

żywi i umarli i cała reszta

we wnętrzu wspólnego deszczu;

 

znikają

w podziemiach przeszłości.

 

5.

Lelek – zakonnik, niemowa

wpada między domy z betonu, między

przyszłe

 

ruiny, i wymachując czarnymi,

rękawkami resztki po burzy gasi;

koniec.

 

Z ciągnącej się poza nim,

jak swąd i kopeć, smugi niemalże

widzianej ciszy wydobywa się

wrzawa świata,

i trwoni nas – we wszystkich,

wewnętrznych i zewnętrznych wymiarach;

i sprzecznościach…

 

Dobranoc, piękne panie;

dobranoc, drodzy panowie, przedstawienie

skończone, dobranoc. Sny

 

dosiadają nocnych koni.”

 

(Nowa wersja „Stormy weather”, od lat nucę tę piosenkę częściej niż kolędy.)

 

Gdy gaśnie wiersz wieczorem nad łąkami

 

w uporczywej wędrówce za horyzont

poeta Krzysztof Gąsiorowski

doszedł do bezgłosu

 

obracając słowa na wszystkie strony

godzinami ćwiczył twardość ich ścięgien

pojemność i rozciągliwość

 

a teraz – czego nie spodziewał się

w najczarniejszych snach –

siedzi bezradnie na krawędzi dźwięku

 

i próbuje składać litery w słowa

jakby dopiero je poznawał

chociaż obaj wiemy że to nieprawda

 

znają się aż nazbyt dobrze

używali siebie bezwzględnie acz uczciwie

co teraz nie ma to już żadnego znaczenia

 

siedzi więc poeta Gąsiorowski

na brzegu jeszcze ciepłego łóżka

jak na skraju losu

 

przeciekającego przez palce

i zastygającego w obco brzmiący

chociaż jego własny tekst

 

„Bolą mnie oczy,

jakbym za dużo zobaczył.

Nie płaczę, ale z oczu wycieka mi świat.

 

Ten sam świat, który jeszcze nie tak dawno

wlatywał we mnie z łopotem

niby łabędź w tunel kolejowy.”

 

 

Andrzej Wołosewicz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zarząd Główny Związku Literatów Polskich

Oddział Warszawski ZLP

O Magazynie Literaci.eu

Czytelnia