Naszą witrynę przegląda teraz 104 gości 
Odsłon : 24359040

Mecenasi Literaci.eu

Losowe utwory

MEDIA

 

Code



Code

Code

Code

Code

Code

Code

Barbara Mazurkiewicz wiersze: Zmienności II, Kiedy ziemia w negliżu i wiatr zdziera, I znów przyleciały żurawie, migranci, Zmienności III

 

Zmienności II

 

 

Nie da się uniknąć myślenia o tobie.
Kształty przylegają do kształtów.
Światła, które nie sposób rozstrzelić.


Zachód po niewłaściwej stronie,
nadciąga cholerny ziąb. Febra tłoczy
wolniej krew, przegryzam wargi
kiedy chcę coś powiedzieć.

 

Tracę głos, ocean napiera.
Pęcznieją przybrzeżne widma, pachną
deszczem. Wiatr próbuje powyrywać
trawy i moje włosy.


Mogę cię stworzyć z korzeni,
z walijskich wzgórz. Z zapartym
oddechem, bez skinienia ręką.Wybacz, że będziesz inny.

 

 

 

Kiedy ziemia w negliżu i wiatr zdziera

 

 

skórę - mocniej uderza dzwon. Jakaś siła prze

fiolet i zielone; nie każdą porą mogą zakwitać

ogrody. Pękają skały…

„Przesilenie”

 

jedź! do innej ziemi, nad inne morze.

znajdzie się inne miasto, drogi i kamienie.

w judejską ziemię wsiąknij jak krew!

 

tutaj już wydano na ciebie wyrok.

pogrzebali serce. umysł odrętwiał

od dźwigania czegokolwiek.


będziesz krążyć aż posiwieją włosy.

nie ufaj próżnym nadziejom –

skąd wziąć wiarę, kiedy ją na krzyż

wznoszą.

 

zobacz! ptak usiadł na skale,

nie na gałęzi – wśród drzew są tylko zmarli

jesteś jeszcze żywa w środku jątrzącej rany.

 

niebo idzie po ziemi.

 

 

 

I znów przyleciały żurawie

 

Już świta i niebo jaśnieje na horyzoncie!

Czajki, derkacze i gęsi siwe,

jakby tchnięte szałem - co za boże głosy.

 

Lustrem kładą się wierzby sędziwe -

zasłuchane w balladzie.

Nieregularnie rządzi Bug wiosną.

Nad doliną, wiatr uparcie strzępi mgłę poranną

i melodię skowronek niesie do nieba.

 

Ta melodia wciąż płynie, jak nurt bystrobiegły.

I  cóżeś  winna  Madonno na kępie z kamienia

za orgie  zieleni na ziemi budzonej słońcem.

Nuty wdzierają się w serce,

jak po łęgach  rozlana  rzeka.

 

 

 

migranci

 

 

ta łakoma wyspa

nie wytycza granic.

pochłania mnie podobnych

niczym ocean.

 

zamieszkać na dłużej

w kraju beztroskim,

gdzie wszyscy wcinają faskudy

ulegli

kolejnej iluzji

się nie da.

 

nieważne

z której strony wieje,

ważne

w czyje skrzydła.

 

kto nam może zarzucić

niestałość

wytrącanym ze stanu pewności.

 

sztuką jest uciec na nową ziemię

z efektem -

regularnych pobudek.

 

od porównań i detali,

przesiąknąć mgłą

i zmiennością pór roku.

 

nikomu się nie uda

uciec

od wspólnego nieba.

 

 

 

Zmienności III

 

 

Żołądek skurczył się z powodu braku

snu i wzmożony nałogiem.

Serozielony księżyc znów śledzi

ranną trasę. Przyszłość przepadła

w mijanych jardach. Smutno. Trawy

kładą się do stóp. Ocean zlizuje skały

 


- łatwo, nieodwracalnie. Odeszłam,

gdzie chmury zakwitają zbyt niebiesko -

w niedzielę dwa razy budzi je dzwon.

Patryc ponad zimną ławką z twarzą i

rękoma sztywnymi od świętości.

Katedra przesyła ciemność.

Milczenie.

 

 

 

Zarząd Główny Związku Literatów Polskich

Oddział Warszawski ZLP

O Magazynie Literaci.eu

Czytelnia